W latach 2005 i 2006 miałem niezwykły przywilej pojechać z wykładowcą EST i grupą kilku osób do Biesłany.
Wyjechaliśmy tam w ramach wyjazdów misyjnych organizowanych we współpracy z Misją na Wschód oraz ówczesnym EST. Chcieliśmy przede wszystkim zobaczyć wszystko, o czym wcześniej słyszeliśmy i spędzić trochę czasu z mieszkającymi tam ludźmi. Pragnieniem naszych serc było to, aby każdy z nas mógł usłużyć tym, co miał, jak również wysłuchać, porozmawiać, popłakać i pośmiać się z tymi, którzy tego potrzebowali. Wyjazdy te, chodź krótkie, wiele nas nauczyły. Pokazały nam nie tylko odmienność kultury, mentalności i sposobu życia, ale przede wszystkim to, jak wielu ludzi nawet w tak różnych i odległych dla nas kultur naprawdę poszukuje w życiu czegoś głębszego. Wspaniale było móc oglądać na własne oczy, jak wielu z nich odnajdywało tę głębię w Panu Bogu. Żyjąc w własnej kulturze dostrzegały te elementy, które wskazywały na Dobrą Nowinę i odpowiadały na nią.
Robert Kowalski (absolwent 2006)
Nazywam się Ewa Drygas i studiuję turystykę i rekreację na UAM-ie w Poznaniu.
Rok temu, czyli na przełomie sierpnia i września 2005 roku miałam okazję brać udział w wyprawie, która NIE BYŁA tylko zwykłą podróżą... ale wyprawą misyjną. Razem ze studentami EST, pod okiem misjonarza i wykładowcy EST, wyruszyłam do Biesłanu, żeby po prostu spędzić czas, spróbować pomóc dzieciom i ich rodzinom, których dotknęła tragedia z września 2004 roku. Były to niesamowite cztery tygodnie, które bardzo zmieniły moje życie. Widziałam ludzi załamanych, zmasakrowaną szkołę... i uświadomiłam sobie, że tak naprawdę w życiu możemy liczyć TYLKO na Boga, że nie mamy kontroli nad tym, co dzieje się tutaj na ziemi. Nauczyłam się też, że trzeba być obecnym w życiu ludzi, że najważniejsze są relacje z nimi i że każdy z nas ma obowiązek niesienia pomocy drugiemu człowiekowi.

